Jakiś czas temu, chyba był to październik 2013r. firma w której pracuje Dell, a w zasadzie mój szef wysłał mnie do jednego z naszych klientów aby naprawić coś co spieprzyli nasi sprzedawcy dogadując deal. Pojechałem tam jako spec o zagadnień technicznych, tłumacz (dwóch gości było nie gadających po angielsku), kierowca a także organizator wycieczek w wolnym czasie.
Nie zagłębiając się w szczegóły chodziło o to że jeden z komponentów był firmy AMD drugi zaś Intela - nie trzeba być nie wiadomo jakim informatykiem aby wiedzieć że tu zawsze był zgrzyt i nigdy razem nie działało od tak zwanego "strzału". W tym przypadku nie działało w ogóle, a klient zagroził że odda sprzęt i będzie chciał kasę. Deal opiewał na ok 7mln Funtów, więc parcie firmy było spore.
Do tej pory nie wiem czy była to nagroda czy kara, a może sprawdzian jak sobie poradzę z takim projektem? Nie po prostu jestem tak zajebisty że szefo nie brak nikogo innego pod uwagę - i tego będziemy się trzymać :)
Tak więc spakowałem manatki, wycałowałem moje kobietki i poleciałem do UK, Niemiec i USA.
Po za dobrze zrobioną robotą miałem okazję trochę poznać życie i kulturę pracy w innej korporacji innych krajach a także trochę pozwiedzać.
Nie ukrywajmy ale "delegacje" to nie tylko robota i chlanie po robocie w hotelu, to także wycieczki o których nikt nie mówi a wszyscy wiedzą że są. I jeżeli są organizowane z głową to nawet korporacyjne finanse się nie czepiają.
Ale chwila miało być o Rolls-Royce. Co tu dużo pisać korporacja jak każda inna, nie bardzo mogłem poznać politykę pracy tej firmy z kilku powodów.
Po pierwsze miałem swoją robotę, a po drugie serwery RR w Anglii są w centrum HP, w Berlinie RR jest RR'em, natomiast w USA lokalizacja jest tak skitrana że nawet babka na stacji benzynowej vis-à-vis nie wiedziała że w pobliżu mają RR :)
Tak więc fabrykę jako fabrykę Rolls-Royce'a mogłem zobaczyć tylko w Niemczech i to też nie całą. Niestety nie dostaliśmy zgody na tzn. factory-tour, ale to co widziałem robiło sporę wrażenie.
Jedno co dało się zauważyć, podczas fajki czy lunchu, ludzie wszędzie są o wiele bardziej otwarci na innych, znacznie częściej się uśmiechają i są zawsze skorzy do pomocy.
Po powrocie z każdej wycieczki (czyt. delegacji) cisnęły się tylko dwa słowa na usta znane z wypowiedzi Pazury z jakiegoś filmu, którego nie oglądałem, a którego tytułu tym bardziej nie znam: "Łódź Kurwa"...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz